| Piękni dwudziestoletni |
| wtorek, 15 grudnia 2009 17:28 | |
|
Piękni dwudziestoletni Weszli tuż przed osiemnastą. Niespiesznie. Bo na spotkanie po latach spieszyć się nie należy, trzeba świadomie odwlekać tę chwilę, smakować ją jak z rzadka serwowany deser. Zresztą, po latach? Jakich latach? Przecież to było ledwie wczoraj! Przedszkole w drewnianej willi „Paniutki" Haliny Wieczorkiewicz, zawody na fajerki, podstawówka imienia Kopernika, ogólniak, kościelne procesje, lodowisko przed pałacem, sławetne pochody pierwszomajowe, tajemnice rodzinnych strychów... Przywitali się piękni dwudziestoletni z tym i z tamtym, do tego się uśmiechnęli, tamtemu pomachali na powitanie. Bo w większości się znają. A nawet jeśli nie, to przecież chodzili do tej samej szkoły, po tych samych ulicach, skwerach, sklepach. Wyłączyli komórki i siedli na ustawionych krzesłach wypełniając do reszty pałacową czytelnię. Dyrektor Teresa Sęktas-Chanke zamierzała nawet przedstawić bohaterkę ostatniego w tym roku „Muzowego Spotkania" w Miejskiej Bibliotece Publicznej. A gdzie tam! Krystyna Gucewicz przerwała ów wstępny wywód i w parę sekund przeniosła wszystkich do domów Gucewiczów, Rogalskich, Przyborów i Mińska sprzed lat. Mińska pięknych dwudziestoletnich, którzy teraz ochoczo włączali się w dyskusję, gdzie stał taki to a taki sklep, jak nazywała się ta czy inna pani i pod którą to latarnią można było spokojnie się całować (bo słabo świeciła)! Kolejną próbę choćby przybliżenia postaci Gucewicz podjął inny gość spotkania, kultowy głos Telewizji Polskiej, Krystyna Czubówna. Również na próżno. Ale jeśli nawet ktoś nie znał bliżej autorki „Pogrzebu wróbla", to teraz miał okazję przekonać się, jak czupurna intelektualno-dziennikarsko-towarzysko osobowość zamieszkuje w Mińsku od lat. Czupurny charakter, czupurne, wszechstronne talenta, czupurna fryzura i czupurne spojrzenie znad charakterystycznych, ciemnych, wąskich okularów. A przy tym prawdziwa kobieta instytucja: poetka, pisarka, satyryk, krytyk teatralny, reżyser, dziennikarka, wykładowca uniwersytecki. Czupurność Gucewicz jednak zaskakująco złagodniała, gdy po smakowitych fragmentach z „Pogrzebu wróbla" piękni dwudziestoletni usłyszeli wiersze. Wiersze-perełki. Nie błyszczące, a błyskotliwe. Nie cukierkowo słodkie, a słodko-kwaśne, tak jak słodko jest sercu, że jest na smyczy miłości, a jednocześnie boleśnie kwaśno , że smycz czasem tak długa, że tej miłości nie da się dotknąć. Czarowała tymi wierszami Krystyna Czubówna, czy, jak kto woli, czytała. Choćby to: „Stoję w kolejce po szczęście A mam receptę Na proszki od bólu głowy"
Szkoda, że na tej recepcie nie ma głosu Pani Krystyny w pigułce; na ponury dzień, na dzień dobry i na dobranoc. Kolejką po nią byłaby długa... Długa była też kolejka po autograf autorki. Stali w niej piękni dwudziestoletni, ci sprzed...no, kilku lat i ci dzisiejsi, którzy za fajerkami już nie biegają, na lodowisku przed pałacem nie jeżdżą i domu „Paniutki" nie znają. Wszyscy piękni. Bo każdy z nich miał kiedyś, jak Krystyna Gucewicz, swój „pogrzeb wróbla", swoje „serce na smyczy" i swój Mińsk.
11 grudnia 2009, Czytelnia MBP, Wydawnictwo MUZA SA i Miejska Biblioteka Publiczna, spotkanie z Krystyną Gucewicz. Gość specjalny - Krystyna Czubówna
|






