W niewielkim miasteczku dwóch przyjaciół wygrywa na loterii miliony dolarów. To początek kłopotów. Jeden z nich znika, a drugi...
Kto pamięta serial " Miasteczko Twin Peaks"? Małe, z pozoru spokojne miasteczko, w którym drzemie zło. Zło, które w pewnym momencie zaczyna żyć osobnym życiem, a momentem tym jest zbrodnia. I nagle ludzie, miejsca, zdarzenia, słowa stają się zagadką, a wszystko powoli zaczyna otaczać, a może osaczać, niczym mgła - atmosfera tajemniczości i narastającego zagrożenia.
No i ta muzyka Angelo Badalaventiego... Niby zwykła i spokojna , raptem parę dźwięków, a jednocześnie niepokojąca, i prawdziwe intro do mrocznych tajemnic ludzkiej duszy. Proste, prawda? Zatem gotowa recepta na sukces? Świetna fabuła, scenariusz, muzyka, aktorzy...Tylko jak ją zastosować ponownie na ekranie, a tym bardziej w książce. Nic więc dziwnego, że nie wszystkim to się udaje, ale Mary Higgins Clark prawie zawsze. Mistrzyni suspensu, kryminalnej intrygi i budowania atmosfery. Trzyma w napięciu do ostatniej kartki. Czy tak będzie w jej ostatniej wydanej w Polsce książce „Festiwal Radości"? Czy jest to może „Miasteczko Branscombe"? Choć bez muzyki Badalaventiego?
A właściwie kim jest Mary Higgins Clark?
„I rlandczycy są urodzonymi bajarzami", mówi często, odwołując się do swych europejskich korzeni, choć urodziła się i wychowała w Nowym Jorku. Początki, jak to szybko często bywa, łatwe nie były. Dość szybko osierocona przez ojca po szkole średniej zapisuje się ma kurs sekretariatu, by jak najszybciej znaleźć pracę i pomóc matce i braciom. Przez trzy lata pracuje w agencji reklamowej, potem zatrudnia się jako stewardessa w Pan Am ( namiastka realizacji marzeń podróżowania). Po ślubie z Warrenem Clarkiem porzuca pracę, ale pisze i wysyła do gazet swoje pierwsze opowiadania. Oczywiście bez specjalnego rezultatu, choć w 1956 roku jedno z nich ukazuje się w " Extension Magazine ". Nie zniechęca się, tym bardziej, że w 1994 Warren umiera i zostawia ją z pięciorgiem dzieci. Powrót do pracy oznacza powrót do pisania: pisze scenariusze dla radia i, wreszcie, pierwszą książkę, biografię George'a Washingtona, która oczywiście przechodzi zupełnie niezauważona. „Książka trafiła na wyprzedaż jeszcze zanim wyszła z drukarni", komentuje z humorem Higgins Clark. Decyduje się napisać kryminał: książka „Gdzie są dzieci" z miejsca staje się bestsellerem, jak wszystkie następne powieści. Ich nakłady na całym świecie idą w setkach tysięcy, tylko w samych w Stanach Zjednoczonych wydano 45 milionów egzemplarzy jej książek
Ogromny sukces pozwolił Higgins Clark zrealizować niespełnione dotąd plany, choćby studia filozoficzne na Uniwersytecie Fordham, które rozpoczyna w wieku 43 lat. Ijeszcze jedno: jej córka Carol nie musi ani pracować w agencjach reklamowych, ani proponować wydawcom swoich książek. Swą pisarską karierę już rozpoczęła, u boku sławnej matki. Tylko, czy z równym powodzeniem?
A na koniec pytanie do Mary Higgins Clark. Dość osobliwe zresztą: czy komputer może napisać książkę doskonałą? Taką, która sprzeda się najlepiej. Odpowiedź pisarki?
A juz wkrótce przedstawimy Stephenie Meyer, autorkę prawdziwego czytelniczego hitu, książki-UFO "Zmierzch". UFo nie ze względu na temat, tylko na wyłącznie zjawiskową obecność w bibliotece. Zwrócona przez czytelnika do półki nie dociera, pochwycona przez kolejnego chętnego. Wiek, płeć i zainteresowania nie mają znaczenia, wszyscy chcą przeczytać "Zmierzch". Ot, siła reklamy. Błagalne telefony się urywają, a książka znika. Jak UFO.